Powrót Taty

Posted on gru 01, 2010 under Zapiski docenta | View Comments

Według prognoz z rana, jutro w nocy (ze środy na czwartek) miało sypać śniegiem, a w czwartek temperatura miała podskoczyć do 0 stopni. Słowem – kataklizm na jezdniach. No i powoli zastanawiałem się już co tu jutro uczynić i jak ugryźć problem rowerowego transportu do pracy.

Jednak opad śniegu nas trochę zaskoczył. Sypać zaczęło powoli już koło południa. O 16 było widać już, że na Pilotów samochody gęstnieją aby o 17 ulica w dwie strony stanęła zupełnie. Czyli prognoza się lekko rozjechała w czasie a śniegiem dupnęło kilka godzin wcześniej

Z pracy teoretycznie miałem wychodzić chwilę przed 18tą, ale coś mnie tknęło, że może jednak tym razem wyjdę wcześniej – bo skoro narypało już tyle śniegu, a podłoże jest śliskie, to na rowerze po ulicach jechać się pewnie nie będzie dało, więc zostaną chodniki i ścieżki rowerowe. A te, jako nieodśnieżane w takich warunkach na pewno, pewnie będą zasypane i im później tym gorzej się będzie jechało.

Zebrałem się więc szybko, dałem znać małżonce, że wychodzę (koło 17:20) i po przebraniu jazda na rower. A ten już pod firmą szalał – tak jak przypuszczałem po ulicy nie dało się w ogóle jechać. Asfalt był mocno zalodzony, a na nim świeża warstwa śniegu, który zupełnie nie był z podłożem związany.  Decyzja prosta i szybka – na początek chodnik. Tutaj tragedii nie było – na szczęście nikt go nie odśnieżał, więc świeży śnieg związał się szybko z tym starszym i jechało się w miarę dobrze. „W miarę” oznacza sporo siły wkładanej w pedałowanie oraz kontrolowanie kierownicy, która niczym na błocie chciałaby uciec w każdą stronę. Nie wspominając o wymijaniu pieszych, którzy w sumie w dupie mają, że rowerzysta jedzie i idą po linii prostej :)

Tak przejechałem kawałek, ale dalej już było gorzej – chodnik był zarypany coraz bardziej i coraz ciężej było nim drałować (bo jazdą już ciężko to było nazwać). Po ulicy również nie bardzo, ale.. me sokole oko wypatrzyło, że na środku jezdni pomiędzy stojącymi autami (jadącymi w przeciwnych kierunkach) jest świeżutki pas śniegu, który prawdopodobnie związany jest już cokolwiek z podłożem, gdyż nikt po nim nie jeździ i go nie rozjeżdża. Korzystając z faktu, iż auta stały, stoją i pewnie stać będą tam do rana, przeszedłem między nimi i spróbowałem jechać tym pasem… czad! Jazda super, śnieg dobrze związany, auta stoją w miejscu, więc nawet jakby mną rzuciło gdzieś to najwyżej musiałbym uruchomić OC w najgorszym przypadku :) Niestety, ale nie było tak super cały czas – przejazdy przez skrzyżowania były traumatyczne – nagle stawałem na środku jezdni, po której jechać się nie dało, więc przez skrzyżowania drałowałem, odpychając się nogami, próbując pedałować..

I w ten sposób dotarłem do Ronda Mogilskiego. Uff – stąd już ścieżka rowerowa, więc powinno być lepiej. Zjazd na dolny poziom ronda od kierunku Rakowickiej nie był problemem – co najwyżej slalom między pieszymi, którzy w takich warunkach w dupie mają ścieżki rowerowe i rowerzystów. Wyjazd na kierunek Ronda Grzegórzeckiego po stronie sądów również super. Ogólnie cała dolna płyta Ronda bardzo ładnie odśnieżona. Z Ronda wyjeżdżałem o 17:45, czyli jechałem już 20 minut.

Droga rowerowa między Rondem Mogilskim i Grzegórzeckim jest zasypana, ale chodnik jest dość szeroko odśnieżony, więc jedzie się całkiem przyzwoicie. Dalej z Ronda Grzegórzeckiego (przez której przejazd jest koszmarem – masa biegających (!) pieszych, śnieg porozwalany, ślisko pod spodem) w kierunku Bulwarów Wiślanych jedzie się bardzo dobrze. Zjazd z mostu Kotlarskiego na Bulwary Wiślane super – tego się dość obawiałem, bo jednak jest to trochę stromy zjazd a w tych warunkach to wiadomo, ale poszło bez problemu.

No i przyszedł czas na Bulwary Wiślane. Tego się obawiałem najbardziej – niczym Karadras, nie do przebycia, śnieżyca, zaspy… ale o dziwo na początku było całkiem nieźle. Po pierwsze dlatego, że wiatr wiał w tyłem a nie w mordę (co mnie bardzo zaskoczyło, bo jadąc w kierunku Wawelu zawsze mam w mordę), po drugie śniegu nie było wiele (a najbardziej obawiałem się nawianych zasp). Ale powoli.. jechało się dobrze – powoli, ale stabilnie. Ręce na rogach (żeby hamulce nie kusiły), prędkość koło 15km/h (2 prędkość kosmiczna ;) ). No ale powoli zaczęło się pogarszać. Droga wyglądała mniej więcej tak: kawałek lodu, nawiany śnieg, zaspa, nawiany śnieg, kawałek lodu, nawiany śnieg, zaspa.. i tak w koło Macieju. Ale po tym na szczęście dało się jechać. W jednym miejscu mi się rower tylko zakopał (uwieczniłem to na zdjęciu, galeria na dole). Kawałek Bulwarów od mostu Grunwaldzkiego na zakole obok Wawelu był jednak koszmarny. Po pierwsze jest tam podjazd (który normalnie nie ma znaczenia, ale teraz koszmar). Po drugie nawianego śniegu było tam koszmarnie dużo – i zupełnie nierozdziewiczonego do tego.. Pod koniec podjazdu się zatrzymałem, albo raczej rower mi sam stanął w miejscu. Musiałem trochę pokombinować aby się wyrwać i jazda dalej. Pod Jubilatem godzina była 18:14, więc jechałem już 50 minut. Do końca już Bulwarów Wiślanych (czyli do samego Salwatora) jazda była już dość ciężka – sporo nawianego śniegu i coraz mocniej w mordę wiatr.

Wyjazd z Bulwarów na Salwator był męski – pod górkę po nawianym śniegu – ale dało rady. Wyjazd na samą ulicę – koszmar. Jazda tym kawałkiem ulicy – ślizgawka – szybko uciekłem na chodnik. Stąd ucieczka w Kasztelańską, która okazała się być najlepszym odcinkiem w całej tej trasie powrotnej do domu – rozwinąłem nawet zawrotną prędkość 25km/h :D

Teraz już wjazd na błonia. Godzina 18:27, więc godzina po wyjeździe z pracy. Zastanawiałem się w którą stronę do Cichego Kącika – czy naokoło przez Focha czy może krócej przez Juvenię. Wybrałem drugą opcję – i był to wielki błąd. Odcinek do Juvenii super – szybko, rewelacja. A za Juvenią sytuacja się odmieniła o 180 stopni. Cała alejka była zaspą sięgającą prawie do piasty. Prowadziłęm rower aż do Piastowskiej. Tutaj okazało się, że chodnikiem po stronie Błoń nie da się jechać, po ulicy również. Na szczęście znów me sokole oko wypatrzyło szansę – chodnik po drugiej stronie miał się bardzo dobrze. I dojechałem nim aż do samego AGH – jechało się znośnie.

I tu błąd numer dwa. Czy pod skrzyżowanie Przybyszewskiego / Armii Krajowej jechać alejkami wzdłuż basenu AGH czy może chodnikiem na Piastowskiej a potem chodnikiem na Armii Krajowej? Wybrałem tą pierwszą opcję. Dzięki czemu już od basenu AGH aż do samego salonu Mercedesa rower prowadziłem rzucając mięsem pod nosem.

Spod salonu Mercedesa (gdzie znalazłem się o 18:52, więc sam odcinek z Błoń tutaj zajął mi prawie 30 minut) przeprowadziłem rower na drugą stronę Armii Krajowej i już w górę Przybyszewskiego udało mi się pojechać ulicą – choć rzucało mi tyłkiem na obie strony.

Do domu dojechałem po 88 minutach.. normalnie ta trasa zajmuje mi 30 minut.

Wnioski:

  • Jadąc ulicą gdy jest ślisko dobrze jechać na blacie. Jeździłem 3×4 i było super. Poza tym reszta 2×4.
  • Nie dotykać hamulców w trakcie jazdy – tak jest bezpieczniej :) Mam na myśli oczywiście takie warunki jak dziś, gdzie prędkość jest stosunkowo niewielka.
  • Dobrze jest mieć zapasowe bateryjki do światła. Moje przednie światełko w połowie drogi zaczęło niedomagać – ale ja oczywiście zapas wożę :)
  • Sakwy.. ja jeżdżę z pełnymi sakwami, które powodują, że cały tył mam dociążony. Wyobraźcie sobie jazdę pojazdem z napędem na tył z napakowanym tyłem i leciutkim przodem :) Dobrze mieć z tyłu szeroką oponę z grubym bieżnikiem. Wąskiej nie polecam – jak jest ciapa to się zakopuje koszmarnie i niewiele z jazdy wychodzi.
  • Dobór trasy. Trzeba kombinować – tak aby choć jakkolwiek jechać a nie prowadzić. Większość trasy się da tak przeprowadzić, ale jak widać – nie jest to oczywiste.

To tyle. Młody ojca się doczekał – nawet chyba szybciej niż gdybym miał autem jechać – choć to potwierdzę jutro w sprawozdaniach znajomych z pracy :) Cały przejazd stał się całkiem niezłym treningiem, 1,5h, średnie tętno 160, max  185, ponad 1000 kalorii.. całkiem mocarny powrót do domu :) Dziś akurat mam w planie treningowym test progresywny, więc przynajmniej rozgrzewkę mam załatwioną :)

Wynik rywalizacji po dziś ustalam na remis. Zima – rower 2:2 – daję po punkcie zimie, bo dała w dupę i się nieźle namęczyłem; 3 – krotnie dłuższy czas powrotu, ale sobie również, bo dałem rady, gleby brak, odmrożeń nie ma, strat w sprzęcie również.

A co jutro..? Na pewno skoro świt łopata i odśnieżanie, a później to się zobaczy. Auto to ostateczność. Prognoza mówi, że rypać ma prawie do rana. Plus jest taki, że do rana ma być też poniżej -5 stopni, więc spora jest szansa na to, że świeży śnieg się dobrze zwiąże i może uda się kawałek pojechać ulicą, terroryzując kierowców. Zobaczymy.. :)

Share


  • pieszy

    „(…) Decyzja prosta i szybka – na początek chodnik. Tutaj tragedii nie było – na szczęście nikt go nie odśnieżał, więc świeży śnieg związał się szybko z tym starszym i jechało się w miarę dobrze. (…)
    I w ten sposób dotarłem do Ronda Mogilskiego. Uff – stąd już ścieżka rowerowa, więc powinno być lepiej. Zjazd na dolny poziom ronda od kierunku Rakowickiej nie był problemem – co najwyżej slalom między pieszymi, którzy w takich warunkach w dupie mają ścieżki rowerowe i rowerzystów.”

    Czyli można jeździć po chodnikach i jest to OK, a jak pieszy wejdzie na ścieżkę to jest bee…

    Jako pieszy mogę napisać:

    Uff – stąd już jest chodnik, więc powinno być lepiej. Chodnik blisko drogi nie był problemem – co najwyżej pędzące rowery między pieszymi. Ach Ci pędzący po chodniku rowerzyści, którzy w takich warunkach w dupie mają przepisy i bezpieczeństwo pieszych.

  • Marek

    Synu ty mój młodszy !
    mama szła godzine na piechte A tobie radze po rozum do głowy i czwórka do Mogilskiego i bedzie git.A na rowerek wiosna. Od czego masz teswoje kołki do pedałowania w domu
    pozdrawiam
    tata

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    W taką pogodę to akurat rowerzyści dla pieszych nie stwarzają zagrożenia bo a) jest ich kilku (rowerzystów), b) prędkości są tak niewielkie, że zatrzymanie roweru trwa max pół metra.

    I nie czepiam się pieszych – w takich warunkach każdy sobie radzi jak może i fakt, że widziałem dziś masę pieszych na ścieżkach rowerowych zupełnie mną nie wstrząsnął – z takimi sytuacjami się już pogodziłem. Twojej uwadze pewnie umknęło (lub nie wspomniałem), że chodników używam tylko w miejscach, gdzie jest to legalne.

    Kolejna sprawa w Twojej wypowiedzi to „pędzący po chodniku rowerzyści”. Widziałeś w taką pogodę „pędzących rowerzystów”? W taką pogodę rowerzysta jedzie po chodniku z dwukrotną prędkością pieszego, czyli ledwo się toczy.

    I na koniec – sytuacja z Ronda Grzegórzeckiego – pomijam fakt, że cała masa pieszych przebiegała (!) przez czerwone światło, olewając zupełnie auta, które jechały wolno i pewnie stąd taka decyzja owych pieszych. A te w sytuacji gdyby pieszy się wywrócił, nie miałyby szans na wyhamowanie, stąd też sporo trąbienia było. Druga sprawa – bieganie przed rowerem po ścieżkach rowerowych. Rondo Grzegórzeckie jest o tyle niewygodne dla pieszych, że nie jest łatwo tam zdążyć na zielone światło na dwóch jezdniach pod rząd (Kotlarska i Aleja Pokoju). Zaliczyłem dziś reprymendę „chce mnie Pan rozjechać? Co Pan robi???” od kobiety, która na mnie praktycznie wbiegła, podczas gdy ja a) byłem na ścieżce rowerowej, b) stałem w miejscu (!!!) widząc kilku pieszych pędzących na zielone światło nie bacząc zupełnie na nic innego.

    Jaki stąd wniosek? Kierowca się z rowerzystą nigdy nie dogada. Pieszy prawdopodobnie również. Dlatego pozostaje zaciskać zęby i nie prowokować i olewać sytuacje, gdy ktoś stara się koniecznie sprowokować – a to się zdarza często.

  • pieszy

    „(…)Zjazd na dolny poziom ronda od kierunku Rakowickiej nie był problemem – co najwyżej slalom między pieszymi, którzy w takich warunkach w dupie mają ścieżki rowerowe i rowerzystów.
    (…)
    I nie czepiam się pieszych – w takich warunkach każdy sobie radzi jak może i(…)”

    No to w końcu jak to jest? Pieszy dziś był bee bo wszystko miał w czterech literach i bezprawnie wtargnął na ścieżkę czy pieszy radził sobie jak mógł i należy go zrozumieć?

    „(…) W taką pogodę to akurat rowerzyści dla pieszych nie stwarzają zagrożenia (…) Nie dotykać hamulców w trakcie jazdy – tak jest bezpieczniej (…)”

    hymmm ?

    „(…) pomijam fakt, że cała masa pieszych przebiegała (!) przez czerwone światło (…)”
    Oczywiście jest to karygodne. Nie ma usprawiedliwienia dla przejścia / przejazdy na czerwonym dla kierowcy, rowerzysty, pieszego.

    „(…) Rondo Grzegórzeckie jest o tyle niewygodne dla pieszych (…)”
    Błędna konstrukcja. Jeszcze nie ma, albo ja nie znam lobby na rzecz budowy poprawnych krakowskich chodników. Pewnie kwestia czasu. Należy chwalić inicjatywę rowerzystów, że dbają o swoje i dbają aby budowane ścieżki były zgodne ze zdrowym rozsądkiem.

  • Yossa

    Jak by na to nie patrzec w przepisach wyraznie jest napisane ze rowerzysta MOZE jezdzic po chodnikach.
    Nie pamietam jak jest z pieszymi co do sciezek rowerowych…

    Pozdrawiam ludzi, ktorzy zamiast dyskutowac, szukaja dziury w calym, tylko po to zeby sie troche poprzekomarzac ;]

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    „„(…)Zjazd na dolny poziom ronda od kierunku Rakowickiej nie był problemem – co najwyżej slalom między pieszymi, którzy w takich warunkach w dupie mają ścieżki rowerowe i rowerzystów.
    (…)
    I nie czepiam się pieszych – w takich warunkach każdy sobie radzi jak może i(…)”

    No to w końcu jak to jest? Pieszy dziś był bee bo wszystko miał w czterech literach i bezprawnie wtargnął na ścieżkę czy pieszy radził sobie jak mógł i należy go zrozumieć?”

    Nigdzie nie napisałem, że są be. Fakt, że stwierdziłem, że ścieżki mają w dupie – to stwierdzenie a nie pręgież :) Ja akurat pieszych doskonale rozumiem, dlatego nie otwieram nawet ust w sytuacjach gdy pieszy zawini i lezie środkiem ścieżki – nie ma sensu – jak sam do tego nie dojdzie to i tak nikt mu tego nie wytłumaczy. Będąc pieszym sam się czasem przyłapuję na chodzeniu ścieżką – rzadko, ale jednak (choć w moim przypadku to kwestia przyzwyczajenia – łapię się na tym, że nie jestem na rowerze i po prostu się zapominam).

    „„(…) W taką pogodę to akurat rowerzyści dla pieszych nie stwarzają zagrożenia (…) Nie dotykać hamulców w trakcie jazdy – tak jest bezpieczniej (…)”

    hymmm ?”

    Widać, że nie jeździłeś na rowerze w takich warunkach :) W sytuacji gdy trzeba zahamować lepiej po prostu położyć nogę na ziemi. Chyba, że się jedzie a nie toczy, to inna sprawa – ale ja tam napisałem „Mam na myśli oczywiście takie warunki jak dziś, gdzie prędkość jest stosunkowo niewielka.” – czytaj dokładniej i nie czepiaj się zdań wyrwanych z kontekstu.

    „„(…) Rondo Grzegórzeckie jest o tyle niewygodne dla pieszych (…)”
    Błędna konstrukcja. Jeszcze nie ma, albo ja nie znam lobby na rzecz budowy poprawnych krakowskich chodników. Pewnie kwestia czasu. Należy chwalić inicjatywę rowerzystów, że dbają o swoje i dbają aby budowane ścieżki były zgodne ze zdrowym rozsądkiem.”

    I dlatego to właśnie rowerzyści powinni być tymi, którzy są wyrozumiali bardziej a nie w drugą stronę. Bo to rowerzyści są czymś stosunkowo „nowym” – ale nie chciałbym być źle zrozumianym – chodzi mi o to, że sprawą kilku ostatnich lat jest tam mocny lobbing rowerzystów właśnie. Szkoda, że masa rowerzystów tego nie rozumie. Przykład jest sporo – czepianie się nieodśnieżonych ścieżek rowerowych w takie dni jak dziś (bo w pozostałe było znośnie, nie do czarnego asfaltu, ale wystarczająco – zresztą odśnieżanie ścieżek do czarnego asfaltu to błąd), czepianie się tego, że nowa kładka nad Wisłą jest śliska w czasie deszczu czy w trakcie zimy (co jest zupełnie normalne a głupotą jest brak możliwości pojęcia kilku prostych praw, którymi rządzą się okolice zbiorników wodnych), narzekanie na to, że Bulwary Wiślane są oblodzone, czy też moje ulubione, narzekanie na to, że rodzice puszczają (o zgrozo) dzieci wolno na alejkach, wzdłuż których biegnie wydzielona ścieżka rowerowa. Owszem jest to niemądre, ale to rowerzysta powinien w takiej sytuacji jechać 5km/h a nie 30km/h. No i na koniec obowiązkowe OC – ciekawe ile z tych właśnie „rowerzystów” je posiada i jakie ma na ten sposób zdanie. Miałem przyjemność rozmawiać z wieloma z nich (masy krytyczne itd) – czasami się słabo robi – same postawy roszczeniowe – i to jest właśnie problem. A dobrze by było najpierw pokazać, że się na coś zasłużyło. Jazdą w zimie choćby jak wyżej :D

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    Yossa: rowerzysta może jeździć tylko wtedy gdy na drodze równoległej do chodnika ograniczenie prędkości pozwala na jazdę szybszą niż 50km/h a chodnik ma równocześnie conajmniej niż 2m szerokości :)

    A pieszy na ścieżce rowerowej chodzić nie może (wydzielona ścieżka, znak niebieski gdzie podział jest pionowy), chyba, że to ścieżka pieszorowerowa (na znaku pieszy jest nad rowerem, czyli podział poziomy), wtedy pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo :)

  • pieszy

    Co do poruszania się rowerów na chodnikach i pieszych na drogach dla rowerów i pieszych.

    Kodeks Drogowy mówi:

    Art. 33. 1. Kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub z drogi dla rowerów i pieszych. Kierujący rowerem, korzystając z drogi dla rowerów i pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.
    1a. W razie braku drogi dla rowerów lub drogi dla rowerów i pieszych kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z pobocza, z zastrzeżeniem art. 16 ust. 5, a jeżeli nie jest to możliwe – z jezdni.
    (…)

    4. Na przejeździe dla rowerzystów, kierującemu rowerem zabrania się:
    1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd;
    2. zwalniania lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny.

    5. Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jednośladowym jest dozwolone wyjątkowo, gdy:
    1. opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem lub
    2. szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów.

    6. Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.
    (…)

    Na pewno rowerzyści poprawią mnie jeżeli była późniejsza aktualizacja.
    BTW . A co w przypadku kiedy brak ścieżki, prędkość większa niż 50 km/h a chodnik o szerokości 1m?

    Proszę zwrócić uwagę na:
    Kierujący rowerem, korzystając z drogi dla rowerów i pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.
    oraz
    Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

    „Nigdzie nie napisałem, że są be. Fakt, że stwierdziłem, że ścieżki mają w dupie”

    OK. Więc : Pieszy zachowywał się bee bo wszedł na ścieżkę. (Nie piesi są be – generalnie, ale osoby które wchodzą na ścieżkę). Skoro tak, to czy osoby weszły ma ścieżkę są bee czy należy ich zrozumieć bo radzili sobie jak mogli? Wskazałeś później że należy być wyrozumiałym (chwała Ci za to). Mnie osobiście razi jedynie określenie „w du&*”, zaś późniejsze ich wytłumaczenie (radzili sobie jak mogli) pozostaję w pewnej dysharmoni z określeniem „mają w d&*ie”.

    Życzę bezpiecznych jazd wszystkim – zarówno rowerzystom i pieszym.

  • Tato

    1) zrezygnuj zimą z sakw
    2) kiedy jest dużo świeżego śniegu- najlepsza wąska opona (szosowa)
    3) NIE WOLNO JEŹDZIĆ CHODNIKIEM!!!

    Ja wczoraj jechałem wolniej, ale bez żadnego problemu [poza korkiem z blachosmrodów]- czego nie można powiedzieć o innych środkach „komunikacji”.

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    No nad sakwami ciągle właśnie rozmyślam – faktycznie są dość uciążliwe. Dodatkowo wywaliłbym bagażnik i błotnik (pełny, aluminiowy) i możnaby śmigać jak do tej pory. To mój pierwszy rok, gdzie mi się na prawdę ciężko po śniegu jeździ – a lata wcześniej było super. Istotnie jeździłem bez sakw a z tyłu miałem wąską, ale mocno bieżnikowaną oponę (1,9″).

  • http://www.ap.krakow.pl/~raj/ raj

    1) Tyle sie pyszczycie o to czy wolno jeździć chodnikiem czy nie, a w sejmie leży nowelizacja prawa o ruchu drogowym, która wprowadza m.in. przepis, że w trudnych warunkach atmosferycznych (jawnie wymieniony jest m.in. śnieg) rowerzysta MA PRAWO jechać po chodniku. Więc najdalej na przyszłą zime pyskówka na ten temat stanie się bezprzedmiotowa.
    2) Pieszy na drogę rowerową ma prawo wejśc tylko wtedy, kiedy w okolicy nie ma chodnika, czyli ściezka rowerowa jest JEDYNYM połączeniem na jakiejś trasie. Ma wtedy obowiązek ustępowania rowerzystom.
    Swoją drogą byłbym za tym, aby wprowadzić analogiczny przepis dla rowerzystów – że rowerzysta w ogólności MA prawo jechac chodnikiem (a nie tylko wtedy kiedy jest więcej niż 2 m i 50 km/h i temu podobne ble ble) kiedy nie ma obok drogi rowerowej, tylko że wtedy musi jechać z prędkością dostosowaną do ruchu pieszych i ustępowac im pierwszeństwa…
    3) Kiedy wszystko jest zasypane śniegiem, należy jeździć – tak jak pisze autor tekstu – tam gdzie DA sie przejechać. Kwestia tego, czy to DDR, jezdnia czy chodnik jest drugorzędna. Idiotyzmem jest czepianie się rowerzysty o to, że nie jedzie po ścieżce rowerowej, gdy ta jest zasypana śniegiem, a chodnik w miare odśnieżony.
    W przepisach drogowych chodzi przede wszystkim o BEZPIECZEŃSTWO ruchu, a nie o to, żeby ich przestrzegać, „bo tak”. Lepsza jest jazda nieprzepisowa, ale bezpieczna, od jazdy przepisowej, ale niebezpiecznej. Nie mam nic przeciwko pieszemu, który wejdzie mi na droge rowerową, ale jest uważny, rozgląda się i widząc rowerzystę ustąpi żeby nie blokowac mu przejazdu. MAM natomiast wiele przeciwko pieszym, którzy łażą bezmyślnie środkiem drogi rowerowej, nie zważając na nic i nikogo wokół (a niestety takie jest typowe zachowanie pieszych na DDR :(). Podobnie nie mam nic przeciwko rowerzyście, który jedzie po chodniku ostrożnie i nie stwarza zagrożenia dla pieszych, natomiast MAM przeciwko takiemu, który faktycznie „pędzi” roztrącając pieszych na boki lub zmuszając do uskakiwania mu spod kół.
    4) Zgadzam się z autorem że mówienie o „pędzących rowerzystach” w taką pogodę jest bzdurą. Nie zgadzam się natomiast z tym, że rowerzyści powinni być „bardziej wyrozumiali”. Szczególnie w kwestii jazdy 5 km/h po wydzielonych DDR, bo obok biegają dzieci. Sorry, ale droga dla rowerów to tak samo jak jezdnia i piesi MUSZĄ się tego nauczyć. Czy będziemy usprawiedliwiać rodziców, którzy pozwalają dzieciom wbiegać na jezdnię pod jadące samochody i twierdzić, że w takiej sytuacji to kierowcy powinni uważać i jechać 5 km/h? DOKŁADNIE tak samo jest z drogą rowerową. Droga rowerowa – w szczególności wydzielona – jest po to, aby rowerzysta mógł po niej jechać SZYBKO. A pieszy ma uważać na to, żeby na nią nie wchodzić, tak samo jak ma uważać na to, aby nie wchodzić na jezdnię pod samochody. Dopóki rowerzyści będą zakładac, że mają być „wyrozumiali” dla pieszych wchodzących na DDR, dopóty piesi się NIE nauczą że DDR jest jak jezdnia i że tam się NIE wchodzi.
    5) W tak trudną pogodę wszyscy powinni nawzajem ułatwiac sobie poruszanie się. I tu niestety mam zastrzeżenia do pieszych, którzy – cytując autora – „w dupie mają, że rowerzysta jedzie i idą po linii prostej”. Na chodniku zasypanym kopnym śniegiem (a jeszcze bardziej śniegiem zrytym kopytami… przepraszam butami, ale ile razy widzę, jak bardzo zryty i podziurawiony jest śnieg w niektórych miejscach, to nie moge oprzec się skojarzeniu, że to musiały tylko jakies zwierzęta kopytami zrobić, bo normalnie idący po linii prostej człowiek takiego efektu nie spowoduje ;)) rowerzysta ma bardzo utrudnione możliwości wykonywania manewrów – często jedzie się w koleinie i próba skrętu w lewo lub w prawo, żeby wyminąc pieszego, grozi wywrotką. Pieszemu jest jednak znacznie łatwiej zrobić krok w bok, żeby usunąc się z trasy przejazdu rowerzysty. Pal diabli, że pieszy jest tu niejako „u siebie”, a rowerzysta jest intruzem – ale przecież to taki sam człowiek i zwykła ludzka życzliwość nakazywałaby mu pomóc w trudnej sytuacji, zwłaszcza gdy to tak niewiele kosztuje (tylko zrobić ten krok w bok), a dla rowerzysty ma naprawdę duże znaczenie… Na usprawiedliwienie pieszych mam tylko to, że mogą oni po prostu *nie wiedzieć*, jak trudno jedzie się rowerem w zimie i jak duże znaczenie może mieć ich usunięcie się z drogi, bo sami zapewne w większości nigdy rowerem w zimie nie jeździli…
    6) do spostrzeżeń autora moge dodać tylko to, że wczoraj również zdarzyło mi się jechac rowerem przez miasto około godz. 22:30, po ustaniu opadów. I to dopiero była masakra – totalnie NIC nie było odśnieżone, ani jezdnie, ani chodniki, którędy by nie jechać, rower zakopywał się albo ślizgał co kawałek. Brrr…

  • http://www.ap.krakow.pl/~raj/ raj

    Aha, jeszcze jedno – w żadnym wypadku niech ci nie przyjdzie do głowy rezygnowac na zimę z błotników. To bardzo zły pomysł, chyba że masz ochotę, aby cały ten śnieg z ulicy znalazł sie na tobie ;)
    A bagażnik z punktu widzenia zimy nie ma wiekszego znaczenia, natomiast ogólnie wygodniej jeździ się z bagażnikiem niż bez. Jadąc do pracy czy z pracy zapewne masz przy sobie jakąs torbę czy inny bagaż – ja zdecydowanie wolę to mieć na bagażniku niż np. na plecach, zwłaszcza jak jazda jest męcząca…

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    @raj:

    Odnośnie tej „wyrozumiałości” i jazdy po ścieżce 5km/h.. może faktycznie jestem tutaj zbyt miękki, ale z drugiej strony.. pisząc to miałem na myśli konkretny kawałek ścieżki rowerowej, którą jeżdżę na codzień, czyli alejki na długości Przybyszewskiego – Kijowska. Jest ona tam przeplatana – raz jest tam ścieżka wydzielona, innym razem to ścieżka pieszo – rowerowa.

    W lecie (bo taką porę roku mam na myśli, gdy na alejkach jest pełno ludzi) można praktycznie zapomnieć o spokojnej jeździe tymi alejkami właśnie. Dlatego też często wolę wybrać alternatywę ulicą. Jest całą masa dzieci, ludzi z psami, wózków, dzieci na rowerach itd. I będę tutaj niestety stanowczy – puszczenie ścieżki rowerowej alejkami jest pomysłem z jednej strony nie trafionym (z tego właśnie powodu, że spory tam ruch pieszych) a z drugiej strony jedynym w tej okolicy (bo faktycznie to chyba jedyne wyjście w tej sytuacji). Na tych alejkach są po prostu miejsca, gdzie trzeba zwolnić i można to potraktować jako formę ukłonu w kierunku pieszych – ich też trzeba zrozumieć. Nie chodzi mi o ścieżki rowerowe, gdzie ewidentnie jest przeprowadzony podział a chodnik jest całkiem szeroki. Na wspomnianych alejkach dochodzi do paranoi, gdzie ścieżka rowerowa zajmuje 3/4 szerokości alejki – to jest bzdura. I z punktu widzenia rowerzysty owszem – wyhamowywanie do tych 5 czy 10km/h jest upierdliwe (z 30), ale też jest to wręcz wymagane.. A z punktu widzenia osoby, która spaceruje z dzieckiem po tych alejkach.. dopóki siedzi w wózku to jest ok. Jak z niego wychodzi to zaczyna się nerwówka – bo nie zawsze mały chce za rękę zasuwać cały czas, a puszczenie go wiadomo czym grozi..

    Myślę, że złotego środka tu się nie opisze żadnymi regułami – po prostu i jedna i druga strona muszą być właśnie wyrozumiałe. Owszem – pręgież dla osób, które lezą całą szerokością chodnika połączonego ze ścieżką rowerową (np. ul.Broniewskiego), ale w takich miejscach jak wspomniane alejki.. mam mieszane uczucia.

    A co do błotników – nie rezygnuję, ale miałem raczej na myśli na wymianę na plastikowe. Ciężko mi było wyregulować obecny błotnik aluminiowy tak aby koło pod niego dobrze weszło – ale już sobie poradziłem – źle je trochę wycentrowałem, dzięki temu delikatnie z jednej strony wystaje bo jest asymetryczne. W weekend do poprawy :) Podsumowując zrezygnuję z sakw – bo faktycznie bardzo źle wpływają na balansowanie – a w zamian tego będę ładował rzeczy albo na bagażnik albo niestety – plecak.. Może na bagażnik jakaś skrzynka… zobaczymy :)

  • Adam Łaczek

    Jak chcesz miec porównanie rower vs samochód to kolega jechał na trasie PK WM/AWF – Akademiki AGH 4 godziny więc byłeś 2x szybciej

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    Nieźle :) Z relacji znajomych z pracy (i nie tylko) wychodzi na to, że autami też sporo dłużej wyszło – podobnie komunikacją miejską (min 2h, max 4,5h). Gdyby nie moje 2 błędy w wybieraniu trasy pewnie bym zszedł do godziny.. no ale nie ma co – i tak było nieźle :)

  • januhhh

    docent napisał(a) Grudzień 2nd, 2010 at 11:40:
    „No nad sakwami ciągle właśnie rozmyślam”
    W zeszłym roku jeździłem z plecakiem, ale cały czas marzyłem, żeby się go pozbyć, w tym roku mam już nieprzemakalne sakwy i w życiu z nich nie zrezygnuję.

    „Dodatkowo wywaliłbym błotnik (pełny, aluminiowy)”
    Jazda po błocie (po)śniegowym bez błotnika? Powodzenia!

    „z tyłu miałem wąską, ale mocno bieżnikowaną oponę (1,9″).”
    1,9″ to nie jest wąska opona! Jest trochę szersza, niż ta, jaką biorę pod uwagę jako maksymalną, bardzo grubą oponę do wygodnej jazdy po mieście (47C). Ja mam z tyłu 622x35C z i tak dość nadmiarowym bieżnikiem i sprawdza się w obecnych warunkach bez problemu. Przednia 37C pewnie nadaje się już do wymiany, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to miało aż takie znaczenie na śniegu albo lodzie.

  • januhhh

    Co innego jazda po kopnym śniegu. Tam faktycznie potrzeba radykalnych rozwiązań, tj. szerokiej opony z odpowiednim bieżnikiem, takim w kształcie trójkątów „łapiących się”, analogicznie do gąsienic. Dobry przykład (i jakże miły dla oka) http://i52.tinypic.com/2dv4rk7.jpg .

  • http://www.makaronzserem.eu docent

    @januhhh:

    A sakwy Ci nie przeszkadzają – tzn nie latają Ci na boki, nie tracisz przez nie równowagi? Miałem wrażenie, że czasem mi rzuci tyłkiem, wtedy sakwa trochę podskakuje i jednak bardziej przez to zadek lata.. ale to może tylko wrażenie.

    Odnośnie błotnika – miałem na myśli zamianę na plastik – ciężko taki pełny aluminiowy trzymać nad oponą z grubym bieżnikiem. Choć dziś to zweryfikuję gdy przecentruję koło trochę tak aby było jednak symetryczne i idealnie trafiało w środek błotnika.

    No ja operuję akurat na oponach od 1,9″ wzwyż na kołach 26″ – wożę „spore towary”, więc wolałbym nie dobijać sobie koła przy dużym obciążeniu. Zresztą wydaje mi się, że 1,25″ to dobre na trenażer albo zawody szosowe, ale nie na miasto, gdzie jednak po krawężnikach jeździ się sporo. Nie wyobrażam sobie wąskiej opony na obciążonym rowerze jeżdżącej po dziurach..

  • http://www.makaronzserem.eu/2011/06/09/zagon-rower-do-roboty/ makaronzserem.eu – grupa kolarska ;) » Zagoń Rower do Roboty!

    [...] Mówiąc krótko: Karradras i „You shall not pass!”. Ale udało się… przeżycia ciężkie, odmrożeń brak (mimo wszystko przegrzałem się nawet). Pełny opis tutaj: http://www.makaronzserem.eu/2010/12/01/powrot-taty/ [...]

blog comments powered by Disqus