Koniec sezonu..?
Posted on paź 17, 2010 under Relacje, Wyprawy, wycieczki, wypady | View CommentsOd jakiegoś już czasu starałem się znaleźć jakąś okazję, aby jeszcze raz w tym roku wybrać się w Beskidy.. Jak to w życiu bywa ciągle coś na głowie i nie było kiedy… aż tu w końcu… :)
Jeszcze w wieczór przed wyjazdem nie do końca wiedziałem gdzie jechać – czy na szosę czy w teren. Ale wygrało trochę lenistwo (w teren musiałbym brać rower, który jest wpięty w trenażer, więc później musiałbym go dokładnie czyścić), a trochę zdrowy rozsądek (w zeszłym roku na koniec sezonu 2 albo 3 razy się wypuszczałem w takich warunkach w teren – za każdym razem było dużo przekleństw, błota, straconych nerwów na prowadzeniu po błocie… no ale za każdym razem było też męsko).
W końcu klamka zapadła – jadę do Kasinki Małej, tam pod Kefirkiem zostawiam auto i jadę w trasę, którą już w lecie chciałem przejechać – 4 mocne podjazdy, koło 50-60km.. 700m w pionie :)
Rano pobudka, niewyspany jak zazwyczaj w takich sytuacjach, rower na dach i jazda. Zakopianka – ekspres, po 23 minutach byłem na parkingu pod Kefirkiem w Kasince – rower nadal na dachu.. :) Warunki… całkiem ok – sucho i przejrzyście. Za to od razu zobaczyłem, że podjazdy będą miały miejsce we mgle i deszczu / mżawce – każda góra chowała się w chmurze.
Wysiadłem z auta, przebieranie, śniadanie (w aucie było ciężko jeść – po pierwsze wylałem wrzątek na spodnie (herbata z termosu), po drugie szybka jazda wyklucza spokojne jedzenie). No i co zauważyłem? Całe prawe drzwi – jedne i drugie – oraz lusterko – mają wielką szramę na 1 -cm grubości. Masakra masakryczna. No ale co się przejmować – na rower i jazda :)
Początek spokojny, powoli do góry ku Węglówce. Jednak na Węglówkę pojechałem skręcając wcześniej w lewo – drogą bardzo lokalną, przez malutkie osiedla domków schowane w lesie. Dobry, mocny podjazd i ta pogoda.. :) Zimno, mokro – super! Po drodze mgła – wyglądało to tak:
Z Węglówki z powrotem do głównej drogi i kierunek – Kasina Wielka. Kondycja żelazna – gdyby była taka moc na zawodach… :) Z Kasiny boczną drogą do góry – na przełęcz Gruszowiec. Jechałem tędy (tzn nie dokładnie, bo wtedy jechałem główną drogą) wiele lat temu – było ciężko. A teraz.. owszem zmachałem się, ale przeleciałem podjazd zanim się spostrzegłem – na prawdę świetna kondycja na koniec sezonu :) No i dodatkowo fakt, że nie widać we mgle trasy robi swoje – psycha +200
Na Gruszowcu kilka zdjęć i zjazd na Dobrą. Tam w prawo i dalej Jurków, przed Wilczycami w prawo uciekając od Ćwilina, podjazd pod Łętowe, skąd jednak nie w dół a ostro w lewo i mocno do góry na Nowaki / Nową Wieś (i wioskę Murzyny ;) ). I stąd już w dół, do Mszany i z powrotem do Kasinki do auta.
Trasa rewelacja – chyba napiszę do PTTK propozycję poprowadzenia jakimś jej wariantem jakiegoś maratonu beskidzkiego :) Świetna okolica, boskie widoki (choć dziś to akurat wyobrażałem sobie co widać), las, drzewa, jesień… super :) Gdyby melancholię beskidzko – jesienną dało się zapakować do butelki to przywiózłbym do domu całą kratę z tego wypadu :)
No a teraz już technicznie:
- Długość: 53,32km
- Czas jazdy: 2h:59m
- Max V: 79km/h
- Podjazdy: 700m
- Hr avg/max: 149/189
- Kcal: 2216
Strefy prędkości:
Wykres prędkości (trochę oszukany, z gpxa, nie pokazuje V max z tego dnia):
No i wykres wysokości:
I na koniec zdjęcia :)























![A ja tu w lewo - na koniec świata =] A ja tu w lewo - na koniec świata =]](http://www.makaronzserem.eu/wp-content/uploads/2010/10/P1010981-150x150.jpg)









