II Karpacki Maraton Rowerowy – mamy puchar :D

Posted on sie 16, 2010 under Maratony, zawody XC, Relacje | View Comments

Ależ się działo.. :) To były pierwsze zawody Agnieszki. Szosowe, choć trasa mocno górska w kilku miejscach – na kolarzówkach trudna do podjechania. Agnieszka miała jechać solo, a my z małym w aucie jako wsparcie techniczne. Ale powoli i od początku…

W piątek wylądowaliśmy w Lubniu z planem, aby wstać wcześnie rano i od razu do Sącza – żeby się spokojnie pozbierać, rozgrzać może itd. Oczywiście nie udało się to – w efekcie czego drogę do Sącza przez Zabrzeż pokonywaliśmy łamiąc całkiem sporo przepisów.. ;)

W Sączu wylądowaliśmy na 20 minut przed rozpoczęciem zawodów. A tu jeszcze trzeba trafić na camping PTTK, gdzie był start i meta.. pominę opis tej części podróży – korki, przekleństwa z mojej strony i masa nerwów.. koszmar. W końću na campingu wylądowaliśmy na 5 minut przed rozpoczęciem – Agnieszka zdążyła się szybko przebrać, ja jej nasmarowałem na bardzo szybko łańcuch, nie zabrała nawet plecaka i już na start. Wyciągnąłem w końcu młodego z fotelika, zabrałem aparat i za Agnieszką. Chwila pogaduch i ruszyli.. I tyle ich widzieliśmy :)

No to z małym z powrotem do auta, zrobić mamie picie do camelbaga, spakować plecak, przepakować trochę auto, mały z fotelikiem na przednie siedzenie i jedziemy za Agnieszką :)

Myślałem, że Agnieszkę dojdziemy (autem) dość szybko, a tu niespodzianka – złapaliśmy ją dopiero na pierwszy zjeździe z Kunowa na Jamnicę. Posiedzieliśmy trochę na ogonie, po czym nawróciliśmy ją na prawidłową trasę (w okolicach Jamnicy na końcu zjazdu wiele osób się pogubiło), po czym jazda dalej drogą na Kamionkę..

Gdzieśtam wręczyliśmy Agnieszce plecak z camelbagiem, po drodze kilka razy dolewaliśmy jej do bidonu, robiliśmy masę zdjęć innym zawodnikom, mały się bawił w różnych dziwnych miejscach… bardzo przyjemna wycieczka – choć samochodowa – no i Agnieszka to za to przed nami :) I przyznać muszę, że ambicja jej dodawały pary w nogach – biorąc pod uwagę jej psychikę tydzień wcześniej gdy razem objeżdżaliśmy tą trasę to tym razem na prawdę żołnierska postawa :)

Do pewnego czasu Agnieszka była 4ta w swojej kategorii – jednak została wyprzedzona przez 2 kolarki w okolicach Łabowej. Niestety, ale w tym miejscu wiele osób zjeżdżało z góry wprost na Łabową nie patrząc, iż na mapie trasa ma trochę inny przebieg. Agnieszka pojechała jak należy, trochę się tam pogubiła, wracała, przekraczała rzekę przez pieszy mostek i gdy już dojechała z powrotem na trasę to była do tyłu. Nie byłem w stanie powiedzieć nawet czy ktoś ją wyprzedził czy nie, bo sam jechałem autem za nią i gdy ona przekroczyła mostek i wróciła na drogę główną ja musiałem wracać autem kilka kilometrów, żeby objechać to wszystko naokoło.. Z doświadczenia jednak wiem, że jak się jedzie i nie widzi nikogo przed ani za sobą to nie ma takiej presji i noga tak nie daje – szczególnie jak się myśli, że się tak kogoś odstawiło już.. i tu był błąd.

Podjazd pod Kamianną poszedł Agnieszce bardzo ładnie. Tutaj już zorientowałem się, że te 2 wspomniane osoby ją wyprzedziły, jako, że wyprzedziłem je autem :) Gdzieśtam z młodym się zatrzymaliśmy, porobiliśmy zdjęcia, ten chciał wpaść do metrowego rowu – taka normalka ;)

W sumie do końca trasy w jednym jeszcze miejscu Agnieszka się pogubiła. Po podjeździe w Ptaszkowej wdaliśmy się w rozmowę z jegomościem na punkcie kontrolnym, który wspomniał, iż ów zakręt, który ominęliśmy tydzień wcześniej jest przed kościołem w prawo. No i dupa, bo zanim ja się zebrałem to Agnieszka już pognała. Tenże kościół to oczywiście miał być w Kamionce Wielkiej, a Agnieszka, jako, że już zmęczona itd, to pojechała w prawo w górę przed pierwszym kościołem, który na swej drodze napotkała – czyli za Ptaszkową.. wyjeżdżając w ten sposób na drogę Krajową 28 Nowy Sącz – Grybów. Na szczęście tam ją odnalazłem, zawróciła i do końca trasy pojechała już bez niespodzianek.

Jak widać przeżyć trochę było. Agnieszka dzielnie walczyła – jechała 265 minut, czyli 4,5h – bardzo ładny wynik jak na taką trasę i pierwsze jej zawody :) Na następny rok zdecydowanie kolarzówka :) Tym razem co prawda i tak stuningowaliśmy jej Julietkę tak, aby wycisnąć z niej co się da na szosę (mostek na minus, max w dół kierownica, siodełko trochę w tył, opony szosowe, mógłbym jeszcze kierownicę przyciąć) – ale z ramy turystycznej więcej się wycisnąć nie da – na razie jednak styknie :)

Na koniec jeszcze statystyki przejazdu:

  • Długość całkowita: 76,4km
  • Suma podjazdów: 988m
  • Prędkość max: 53km/h
  • Prędkość średnia: 18km/h
  • Czas jazdy: 4h 25min

No i galeria:

:

Share


  • muciu

    Bufet w przystanku autobusowym – największe mistrzostwo świata :) A tak pozatym to super sprawa – poza tym beski sądecki/niski – mniam mniam :)

blog comments powered by Disqus